Krew, broń i dużo słońca | Tygodnik


Kolejny tydzień dobiegł końca. Zaczął się już czerwiec, czyli ostatni miesiąc pierwszego półrocza. Moje cele ruszyły w końcu do przodu. Mam parę większych rzeczy do zrobienia na ten miesiąc. Na razie jednak nie będę zapeszać. Podsumujmy za to ostatni miesiąc. Działo się mniej niż ostatnio, aczkolwiek było to niemniej ciekawe :) 


Osiągnięcia tego tygodnia nie są jakieś duże, ale bardzo mnie satysfakcjonują i napawają radością. Skłaniają do działania, bo widać efekty. Wiele pracy jeszcze czeka, aby były zadowalające, ale w końcu wytrwałość daje prawdziwe efekty. Udało mi się wprowadzić masaż twarzy - dwa razy dziennie przy użyciu olejku do mycia twarzy. Efekty, jakie uzyskałam, to gładsza skóra twarzy, mniej niedoskonałości, a nawet delikatnie zanikanie blizn. Czuję, że skóra jest elastyczna, naprężona i o wiele czystsza. Ćwiczenia jelenia zaczęły przynosić pierwsze, delikatnie efekty. Przez to mam ochotę robić ich jeszcze więcej. O samych ćwiczeniach napiszę wam, gdy efekty będą jeszcze bardziej widoczne. Wprowadziłam też miesięczny plan treningowy i na razie nie opuściłam ani jednego dnia. Tak - 5 dni to dla mnie sukces. Mały, ale jest!

We wtorek pojechałam na krwiodawstwo. Niestety, nie zostałam dopuszczona do oddania. Chociaż moja hemoglobina w końcu jest piękna, to ciśnienie zawiodło. Nie poddaję się na razie. Muszę tylko oddać krew przed wyjazdem w sierpniu, ponieważ po nim muszę dokonać samodyskwalfikaji na miesiąc. Takie przepisy. 

W tym tygodniu podjęłam też ważną decyzję. Trochę eksperymentuję, może ryzykuję. Chcę zobaczyć, czy to pomoże, czy nie. Odstawiłam leki na rzecz medycyny alternatywnej. Nic złego się nie stanie, bo przecież nie biorę ich długo. A jeśli się okaże, że moje metody są lepsze od nich - napiszę wam o tym. Bo o medycynie alternatywnej niewiele się mówi. Łatwiej faszerować się coraz to wymyślniejszą chemią. Nie mam nic do tabletek czy leków w innej formie, ale czasem naprawdę są inne rozwiązania. Mój żołądek mi za to podziękuje.

W sobotę była wycieczka do Wrocławia. Odwiedziliśmy strzelnicę. Można powiedzieć, że znalazłam się w raju. Już kiedyś strzelałam z broni, ale tym razem miałam do dyspozycji (oczywiście pod nadzorem) o wiele więcej ciekawych sprzętów. Jednak jedna nieprzyjemność mnie tam spotkała - nie wzięłam okularów i zaczęło mi się po czasie wszystko rozmazywać. Przez to straciłam celność i niestety z ostatniej broni zrezygnowałam. Mimo to, było super i chętnie to powtórzę!

Następnie pojechaliśmy na wrocławskie Bielany i odwiedziliśmy parę sklepów. Udało mi się kupić sukienkę, bluzkę w kolorze ecru, bluzkę do ćwiczeń - różową, strój kąpielowy (idealny na sierpniowy wyjazd). Zakupy uważam za udane :) Niedziela minęła bardzo spokojnie, na odpoczynku i początku zapalenia zatok. Walczę  jednak od podszewki i dziś czuję się lepiej :) 




A jak wam minął tydzień? 

8 komentarzy:

  1. Przepiękna jest ta biała bluzeczka :*
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak <3 niestety były tylko XL i musiałam ją zwężać :D

      Usuń
  2. Wspieram Cie w zmianie lekow, sama wiem ze to wazne ;) Fajne bluzki a ja mialam dosc spokojny tydzien dziekuje :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo w realizacji celów, nawet te małe są ważne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małe są bardzo ważne, bo prowadzą do tych wielkich :)

      Usuń
  4. biały top wygląda super :)
    zapraszamy w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Koci punkt widzenia , Blogger