Pływanie w deszczu, czerwony pasek i wesele | Tygodnik


Zdaję sobie sprawę z tego, że tygodniki innych ludzi są o wiele ciekawsze. Moje życie jednak jest takie, a nie inne i wcale mi to nie przeszkadza. Robię to, na co mam ochotę lub to, co muszę i naprawdę nie mam wyjścia. Tydzień, który się zakończył był dość ciekawy. Od czwartku nie miałam ani chwili, żeby odetchnąć. Zapraszam do czytania. 
W sumie początek można pominąć, bo jeżdżenia autobusem nie będę wam opisywać. Powiem tylko tyle, że do czwartku było niemiłosiernie gorąco, a dlaczego w piątek było inaczej - dowiecie się później.

W czwartek pobiegłam z Kotem do weterynarza. Znów złapał kleszcza. Na szczęście tym razem szybciej go znalazłam i był jeszcze dość mały. Ostrzegam! Sprawdzajcie siebie i swoje zwierzaki! 

Gdzieś pomiędzy odbyło się zakończenie trzecich klas gimnazjum. Moje miało miejsce 3 lata temu, ale z chęcią poszłam zobaczyć do przyszłego szwagra. Sama uroczystość trwała pięć godzin! Najpierw uroczysty przemarsz ulicami miasta w czapkach (takich studenckich) i togach. Po mszy powrót do szkoły. Tam uroczyste wręczenie nagród, statuetek (osobowości szkolne i absolwent roku) oraz część artystyczna. Oczywiście na słowa piosenki "Szczęśliwej drogi już czas" czapki wzniosły się do góry. Myślę, że wtedy polały się też łzy. A i ja się wzruszyłam. Nie wiem, czy jakakolwiek szkoła ma tak piękne zakończenie. 

W piątek moje - przedostatni rok w tej szkole. Na początek miało być na dworze, ale zaczęło padać. Gdy ustawiliśmy się w szkole - przestało, więc wyszliśmy na plac apelowy. Gdy stałam na środku przy odbiorze świadectwa (średnia 5,00), znów zaczęło padać. Reszta gali odbyła się na sali gimnastycznej. Otrzymałam także dyplom za wielokrotne oddanie krwi. 

Cały tydzień planowaliśmy, że pojedziemy nad zalew zaraz po zakończeniu. Mimo chłodu, deszczu i wiatru - ku zdziwieniu wszystkich - pojechaliśmy. Oczywiście (tu pozdrawiam najdroższe koleżanko-przyjaciółki z klasy) - skoczyłyśmy do wody. Ludzie (była tam grupka, która siedziała pod dachem i marzła) z ironią pytała czy ciepła woda. A ja z ironią odpowiadałam, że tak. Posiedziałyśmy, popływałyśmy :) 

W sobotę wybieraliśmy się na ślub kuzynki mojego Narzeczonego. Ceremonia była skromna (w wystroju tylko biały tiul na podłodze przy ławkach, a na nim poustawiane świeczki). Po uroczystości wróciliśmy do domu. Reszta bawiła się na weselu do białego rana. A my w tym czasie robiliśmy grilla. Zostanę chyba piromanem, bo po około pół godzinie, mój Narzeczony zrezygnował z rozpalania, a ja to zrobiłam w dwie minuty. Tak się paliło, że w pewnym momencie kawałek boczku również stanął w płomieniach. No cóż :) 

W niedzielę wybraliśmy się do mojej przyszłej rodziny na działkę i spędziliśmy miło czas. Później przenieśliśmy się do teściów. Tyle ruchu na dworze dawno nie miałam! Dzięki chłopaki!

Anegdota tygodnia

Moi teściowie (przyszli) jako pierwsi dowiedzieli się, że z Narzeczonym bierzemy ślub. Szkoda tylko, że dowiedzieli się tego nie od nas. A my ślubu na razie jako tako nie planujemy. No, widocznie ktoś ma nudne życie i rozsiewa plotki. Pozdrawiam!

A jak tam wasz tydzień? 

8 komentarzy:

  1. Sprawdzam pieska za każdym razem gdy wrócimy ze spaceru :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha! Widzisz i doczekaliscie się swojego terminu czekam na wiadomość kiedy :p Justyna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak się zastanawiam kiedy ja kończyłam gimnazjum, chyba sto lat temu... Poważnie. I pierwszy raz spotykam się z tak uroczystym zakończeniem. Brzmi pięknie...

    A ludzie plotkować będą zawsze. Pozdrowienia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj zakończenie jest cudowne ;)

      NO w mojej rodzinie jest taka jedna osoba, która bardzo lubi plotkować ;D

      Usuń

Copyright © 2014 Koci punkt widzenia , Blogger