poniedziałek, 9 kwietnia 2018

W tę i z powrotem | Tygodnik


Co się stało, że tak szybko zaniedbałam tygodniki i napisałam w poniedziałek? A to, że gdy wczoraj wróciłam do domu, padłam jak długa i nie wstałam. Nie miałam zamiaru wstawać nawet rano, ale do szkoły trzeba było iść. I tak sobie poczłapałam. Potem praca, a teraz w końcu mam czas. Oczy mi się powoli zamykają, ale jeszcze chwilę (dłuuuższą) i pójdę spać. 
Ostatni tydzień przebiegł dość szybko. W poniedziałek i wtorek sprzątanie. Już wtedy byłam przerażona resztą dni, ale wiedziałam, że muszę stawić im czoła. Do piątku jakoś to było. Potem zaczęły się schody i gdy wyjechałam z domu w sobotę koło 7-8 rano, tak wróciłam wczoraj po 19. W sobotę trochę emocji było.

Na początek Pan Kot wyruszył na swoje wakacje. Od początku robił przekręty. Nie chciał kurczaczka od mamy. Ale gdy mama po tajniacku dała babci, babcia włożyła do lodówki, potem wyciągnęła przy nim i mu dała, to ze smakiem zajadał. Czyli będzie mu tam dobrze. Objął swój punkt widokowy. Powarczał na sąsiadów (w bloku słychać, kto chodzi na klatce). Potem nas olał i nawet nie chciał się pożegnać. 

Dziś się dowiedziałam, że babcia-babcia wzięła go na spacer i próbował uciec, ale nie udało mu się to. Niedługo ich odwiedzę, ale mam kawałeczek drogi i zobaczymy się w niedzielę. Wierzę, że dadzą sobie radę!

Gdy wróciłam do domu (czytaj: do mamy. Przypis redakcji), zaraz wychodziłam znów. W końcu zobaczyłam (i nawet się przejechałam) moje nowe autko. Ach, piękny czarny Hyundai i20. Ideał. Jeszcze tylko kilka dni i będzie całkiem mój.

Na drugi dzień miałam okazję chwilę dłużej się nim przejechać. Troszkę dalej niż zwykle (czyli 25 km). No... takie jakoś około 800 km w jeden dzień. Dlatego teraz padam, bo jazda mnie strasznie męczy. 

Zacznijmy od tego, że mam chorobę lokomocyjną. Upał i długie godziny w samochodzie mi nie służą. Ale gdy prowadzę, jest trochę lepiej. Dlatego sporo kilometrów to ja zrobiłam. Mama ulokowana w Sanatorium i bardzo zadowolona. Może napiszę wam o tym też coś więcej, gdy już wróci? 

Uszczęśliwiliśmy dziadka, który bardzo chciał pojechać i zobaczyć znajome tereny. Także na sumieniu mamy dobry uczynek. 

Wróciliśmy do domu. Potem miałam jeszcze 25 km drogi do mojego mieszkania. I jak przez 800 km było pięknie, tak na ostatnich 15 jechałam przez burzę. Super. A potem całą noc nie spałam. Miałam syndrom spania w aucie. Niby zasypiałam, a zaraz budziłam się, bo czułam, że hamujemy. Tyle że byłam w łóżku. I nikt nic nie ruszał. A ja tak spędziłam noc na zasypianiu i hamowaniu. 

A co u was się działo w poprzednim tygodniu? :) 

16 komentarzy:

  1. Oj u mnie standardowo, po świętach trzeba było znów powrócić do szkolnej rutyny :D

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie tydzień minął bardzo pracowicie i aktywnie z miłym akcentem w postaci szybkiego weekendowego wyjazdu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja skończyłam pisać kolejną powieść :)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie sielanka poświąteczna, nie było aż takich zawirowań jak u Ciebie;)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi dni mijają tak szybko, że w zasadzie nie wiem kiedy tydzień się kończy a kolejny zaczyna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A my z rodzinką byliśmy na Ranczo Ostrowite - Helci konie się bardzo podobały :))) Myślę, że spędzimy również wczasy w Borach Tucholskich!

    PS: Po powrocie też nie spałam w nocy, ale to dlatego, że wyspałyśmy się obie w aucie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jakoś w aucie nie mogę się wyspać :(

      Usuń
  7. A ja wróciłam właśnie z krótkiego tripu do Mediolanu i aklimatyzuję się do powrotu do rzeczywistości :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja swój dom rodzinny mam ponad 600 km od miejsca zamieszkania i tak kursuję kilka razy w roku już od ponad 14 lat, więc często po takiej długiej podróży kładę się spać i czuję jakbym dalej jechała ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :) jeśli ci się tu podoba - zostań na dłużej!