Minimalizm? Tak, poproszę. Z posypką, polewą i bitą śmietaną. Możecie też dorzucić jakieś owoce...


Choć moje pojęcie o minimalizmie jest dość szerokie, to zawsze w głowie siedzi mi taki schemat: maksymalnie dwa kolory, naprawdę bardzo niewiele rzeczy i znikomy odsetek ozdób. Wiem, że są ludzie, którzy tak robią, ale są też tacy, dla których idea minimalizmu jest trochę inna. I ja jestem własnie taką osobą. 
Moja przygoda z minimalizmem rozpoczęła się, gdy w końcu dostałam własny pokój. Miałam wtedy szesnaście lat. Dopiero wtedy mogłam do woli czynić rozboje w moim pokoju, bo nikt mi tam nie zaglądał, nie znosił swoich rzeczy i nie komentował. Wtedy powoli zaczęłam zgłębiać się w czytanie blogów. I powoli poznawać ideę minimalizmu.

Choć chciałbym mieć minimum zgranych kolorów w pokoju - nie da się na razie tego zrobić. Mam pomarańczowe ściany (może uda się je przemalować za jakiś czas). Teraz mam troszkę większy pokój niż wcześniej i już nie będzie to takie proste, ale na pewno w końcu to zrobię! Do tego mam różne meble: komoda w zimnych odcieniach, meblościanka w ciepłych i ciemniejszych. Do tego dwie pojedyncze szafki w całkiem innej kolorystyce. A na dodatek kolorowy dywan. 

Na cóż, jak się ma - to się toleruje. Bo lepiej mieć niż nie mieć. 

Na wszystkie zmiany jeszcze przyjdzie pora. Do tego mieszkam z Narzeczonym i jego rzeczy nie mogę ot tak wyrzucić, bo mi przeszkadzają. Swoje owszem - mogę. Ale co jego, to jego. Dlatego staram się dla wszystkiego znaleźć jakieś dobre miejsce. 

Gdyby ktoś do tego pokoju wszedł, na pewno nie pomyślałby, że idea minimalizmu jest mi bliska. No bo tyle kolorów i wg... no jak to wszystko wygląda... A no wygląda, i mi się nawet podoba. I tak, dla mnie jest to podejście minimalistyczne. Nie radykalne, ale jednak jest. 

W kwestii dodatków (pudełka, pościel, poduszki itp.) trzymam się raczej dwóch kolorów: czarny i biały. Doskonale tonują one wszechobecny chaos. Na ozdoby mam przeznaczone specjalne miejsca, a też wolę, jak ich jest mniej. Wtedy to wygląda spójnie i delikatnie. Nie ma wrażenia bałaganu. Bo minimalizm to między innymi porządek. 

Minimalizm można spotkać w moich kosmetykach do makijażu: jeden podkład, korektor (no dobra, 2...), jeden zestaw pędzli (każdego z nich używam), dwie paletki cieni, dwie kredki do oczu, tusz do rzęs. Ogólnie chcę powiedzieć, że nie mam wielkich składów. Jedynie pomadek jest kilka, ale nie tyle, żeby się martwić. Aczkolwiek dwie już praktycznie się skończyły. 

W kwestii pielęgnacji też jest w miarę minimalistycznie z ilością. Kosmetyki, które naprawdę używam są raczej w jednej sztuce, a nieliczne są po dwie. Powiem tak, jest tego tyle, żeby nic nie wyrzucić. A po za tym, wprowadziłam plan braku zakupów. 

Mam zestaw do hybryd. I aż jakieś 10 lakierów. Tyle że 5 było w zestawie, a jeden jeszcze dostałam jako gratis. Wiem, że niektóre kobiety kupują tyle na raz, a u mnie starczyło to na razie na pół roku, a myślę, że jeszcze z rok pociągnie spokojnie. 

Staram się też nie trzymać tych wszystkich zbędnych rzeczy, typu zeszyty z gimnazjum, czy te z technikum, które do niczego się nie przydadzą (no bo po co mi zeszyt od historii, skoro nie wiążę z nią przyszłości?). I tak zostały mi tylko notatki do matury, które zaraz po niej wylecą oraz do egzaminów zawodowych, które skończą dokładnie tak samo. Przepisy i tak się ciągle zmieniają, więc ustawy, o których się uczyłam, niedługo nie będą już aktualne. 

Jedyny brak minimalizmu to prace ręczne. No bo jak się ograniczyć, przy robótkach, do których przydaje się dosłownie wszystko? Ale to wszystko ma swoje pudełko i nikomu nie zawadza. 

Czym jest w końcu dla mnie minimalizm? Jest to porządek, symfonia kolorów, brak zbędnych rzeczy. Ogólnie minimalizm to nie robienie pochopnych zakupów i spokój w przestrzeni. To taki stan rzeczy, gdzie w nocy, w ciemności, ze zdecydowanie zbyt dużą ilością promili we krwi możemy wszystko znaleźć. Jest to posiadanie rzeczy, które faktycznie się przydają, a nie tylko leżą i się kurzą. To nie jest ograniczenie się do mydła w całej pielęgnacji, i tuszu do rzęs w makijażu. To umiejętne posiadanie rzeczy. 

To jest dla mnie minimalizm. A dla ciebie? 

10 komentarzy:

  1. Dokładnie, mam podobnie. Cenię sobie minimalizm. Nie lubię za dużo rzeczy w mieszkaniu, to samo z kosmetykami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię minimalizm, ale moja mam wręcz odwrotnie, a że jeszcze nie dorobiłam się swojego mieszkania, to nie za bardzo mam pole do popisu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także mieszkam z mamą :D mam tylko pole do popisu w moim pokoju :D

      Usuń
  3. Boski tytuł:D U mnie do minimalizmu chyba daleko, ale staram się trzymać wszystko w ryzach;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgodzę się - minimalizm to umiejętne posiadanie rzeczy :) Ja jestem niestety osobą, która lubi wszystko chomikować, więc daleko mi do tej idei :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja staram się z tym chomikowaniem walczyć ;D

      Usuń
  5. Ja się staram, ale minimalizm to raczej nie moja bajka ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :) jeśli ci się tu podoba - zostań na dłużej!

Copyright © 2014 Koci punkt widzenia , Blogger