Zero waste czy less waste? Co wybrać?

zero waste czy less waste

W niedzielę na instagramie poruszyłam temat zero waste, czyli życia bez śmieci. Jednak tworząc stories już wiedziałam, że to będzie temat na osobny wpis, bo nie da się go zamknąć w dwóch słowach. A dla mnie instagram jest właśnie takim miejscem, gdzie mogę dać informacje w pigułce. Gdy jednak chciałabym zagłębić się w dany temat bardziej, cóż... to nie na moje nerwy. Wolę spokojnie i wygodnie usiąść przed laptopem i napisać dla was tutaj. Pisanie na telefonie jest dla mnie niezbyt przyjemne i robię to o wiele dłużej, niż na laptopie. Dlatego właśnie poruszam ten temat, czyli zero waste tu. 

O samym zero waste pisałam już raz na blogu (ZERO WASTE - JAK ZMNIEJSZYĆ ILOŚĆ ŚMIECI?) i polecam przeczytać tamten wpis, ale był on stosunkowo krótki i taki hmm... pozbawiony głębi. Dziś opowiem trochę więcej. 

Zero waste czy less waste? Co lepsze?

Mamy dwa kierunki zero waste, czyli życie bez śmieci oraz less waste, czyli po prostu ich ograniczenie. Która idea jest mi bliższa? Myślę, że ta druga. Do zero waste brakuje mi naprawdę wiele i gdybym skupiła się tylko na tym, byłabym bardzo nieszczęśliwa. Nie potrafiąc zrobić wszystkiego na raz, nie potrafiąc w jeden dzień zlikwidować całkowicie śmieci z mojego życia, nie byłabym z siebie zadowolona. 

Dlaczego w życiu kieruję się na razie ideą less waste, bo ona pozwala mi na te wszystkie małe kroki, które wykonuję, by (być może) kiedyś dojść do całkowitego braku śmieci. Chociaż, tak sobie właśnie myślę, że to chyba nie jest możliwe. 

Czy życie bez śmieci jest możliwe?

Jak mogę w to nie wierzyć? Ano, chociażby dlatego, że spojrzałam właśnie ciut powyżej ekranu laptopa. Co zobaczyłam? Długopisy. Nawet jeśli zamieniłabym je na pióro, tak czy tak produkowałabym śmieci w postaci nabojów. Nie będę się zagłębiać w to dalej, bo uwielbiam kolorowe pisadła i piszę ręcznie bardzo dużo. Nie, nie chciałabym robić wszystkich notatek itp. na komputerze. Próbowałam. To nie dla mnie. 

Są po prostu takie dziedziny życia, że te śmieci niestety zostaną. Czy powinnam z tego powodu załamać się, płakać całe popołudnie, a potem zaryglować drzwi i całkowicie odciąć się od świata? 

Nie. 

Wiem, że teraz narażę się tym psycho-ekologom, dla których istnieje tylko zero jedynkowy świat (tak samo jak dla wszystkich psycho-), ale uważam, że czasem można odpuścić. Nie trzeba być idealnym. Ważne, by robić jak najwięcej, by jak najbardziej wpłynąć na środowisko (pozytywnie oczywiście), zamiast zadręczać się tym, że coś robimy nie tak. 

Moje nieekologiczne postawy

Każdy z nas ma jakieś swoje nieekologiczne postawy i zachowania, działania, wybory, które szkodzą środowisku. Tak naprawdę tylko od nas zależy, czy coś z tym zrobimy. Jakie są moje nieekologiczne zachowania?
  • Jeżdżę do pracy samochodem, choć mamy autobus firmowy. Dlaczego? Po pierwsze: z wygody, bo mogę podjechać na zakupy, mogę wrócić później i nie martwić się o autobus. Po drugie: ze względu na czas. Na autobus mam daleko. Więc musiałabym wyjść (na drugą zmianę) o 12:45 z domu, podczas gdy jadąc autem, wychodzę o 13:10. To jest prawie pół godziny różnicy. Po trzecie: mam chorobę lokomocyjną, która w autobusach objawia się najbardziej. Wolę czuć się lepiej w aucie. I po czwarte: oszczędność pieniędzy. Jazda tym autobusem wcale nie jest taka tania i na naszą dwójkę bardziej opłaca się jechać samochodem. Takie są realia. 
  • Kupuję czasem produkty w plastiku. Chociażby rukolę, której u nas nie da się kupić inaczej (na targu nie ma). Nie opłaca mi się jechać 30 km do Wrocławia po rukolę, by była bez plastiku, prawda? 
  • Piszę długopisami. Tak, w liczbie mnogiej. Mam mnóstwo kolorów. Nie zamienię ich na co innego, bo są to najlepsze, jakie do tej pory znalazłam. 
To tylko przykładowe zachowania. Nie będę się za nie biczować. Jestem tylko człowiekiem. Bardziej liczy się to, co robię, by pomóc środowisku. Dlatego właśnie idea less waste jest mi bliższa. Bo pokazuje, że bardziej liczy się droga, aniżeli wyrzuty sumienia, że coś nie wychodzi. 

Rzeczy, na które nie mamy wpływu

Są też takie dziedziny życia, w których możemy ze łzami w oczach patrzyć na hałdy śmieci i to i tak niczego nie zmieni. Mam tu na myśli moją pracę i wyrzucane każdego dnia dziesiątki kontenerów pełnych śmieci. Nie mam na to wpływu. Mogę ratować pudełka, które wykorzystam w domu, ale ile ich zabiorę? Przecież nie dam rady każdego dnia uratować 10 pudełek.I tak codziennie. Mogę jedynie patrzyć. Nie mam na to najmniejszego wpływu. 

Tak samo rękawiczki. Pracujemy w różnych rodzajach. Na stanowiskach, gdzie są smaru, oleje itp. mamy lateksowe rękawiczki. Chciałabym móc zużyć tylko parę dziennie, ale czasem się nie da i muszę zużyć 2, 3, a nawet 4. Nie mam wyjścia. Nie będę pracować gołymi rękami z toksycznymi substancjami. 

Zachowania innych ludzi

Mogę też obserwować i ubolewać nad tym, jak zachowują się inni ludzie. Pisałam właśnie na instagramie, że gdybym się porównała do nich, naprawdę robię wiele dla planety. I powinnam być z tego dumna. Tak samo ty, bądź dumna za każdą nawet najmniejszą zmianę, którą wprowadziłaś. 

Przybliżę ci historie, o których tam opowiedziałam. 
Wyszło tak, że w mojej pracy woda z dystrybutora nie przeszła testów i okazała się niezdatna do picia. Zakład zafundował wodę butelkowaną dla pracowników. Nie używam takowej od roku, więc nie obeszło mnie to. Mam swoją, filtrowaną wodę z domu, więc nie poszłam po swój przydział. Wywiązała się taka rozmowa:
- Klaudia, idź po wodę.
- Mam swoją z domu. 
- Ale dają na stołówce. 
- Nie potrzebuję. 
- Na zapas weź. 
- Mam w szafce 1,5 litra na zapas. 
- Jak dają to bierz.
- Ale po co?
No właśnie, po co? Po to, by zbierać plastikowe butelki, z którymi tak usilnie walczę? Po to, by mieć zapas wody? Nie rozumiem. Już dawno nauczyłam się, że nie wszystko, co dają za darmo, jest mi potrzebne. I rzadko kiedy się skuszę na to, co ludzie rozdają. Nie przekonuje mnie to, że zakład daje, skoro mi się to nie przyda. Niech mój przydział przypadnie komuś, kto go potrzebuje. 

Kolejna historia wiąże się z obserwacją naszego śmietnika na plastiki. Taki wiesz, kontener w kształcie prostopadłościanu. Spory. Śmieciarka opróżnia go w piątki rano. A w soboty jest już pół pojemnika śmieci. Przykre... Nam udaje się przez tydzień wyrzucić jedynie worek plastiku i już to uważam za zbyt wiele. A tam... W czwartek śmieci walają się już wszędzie, bo kontener jest pełny po brzegi. 

O! Jeszcze jedna historia z pracy. Mój V. bierze z domu kubek na kawę, gdy np. jedziemy na nocną zmianę. Wiem, że część pracowników ma własne bidony/butelki na picie. Ale są też tacy, którzy dziennie biorę 2-3 cole z automatu, do tego kawa z automatu. I jeszcze żeby chociaż te śmieci segregowali. Ale niestety... na koszach w pracy są napisy po polsku, po ukraińsku oraz w wersji obrazkowej. Widocznie to za mało. 

Takich zachowań można by wymieniać masę. Ale nie o to tu chodzi. 

Po co obserwować ludzi? 

Żeby nie powielać schematów. Zobacz, denerwuje mnie te zachowania, więc sama tak nie robię. Szukam sposobów, by się pobyć złych nawyków, by zrezygnować z niektórych śmieci. By coś zmienić. Bo jedyne, co jest w życiu pewne, to zmiana. Nie można popadać w stagnację. Trzeba iść do przodu, edukować siebie i potem innych, pomagać, wspierać i zmieniać na lepsze. Tylko tak uda się zmienić ten świat. 

Choć ja myślę, że jest już za późno na działania, które miałyby odwrócić ten proces samozagłady. Możemy działać, jak najwięcej nawet, ale jedynie spowolnimy to, co nieuchronne. I to widać. 

I ludzie narzekają na upały, na zmianę klimatu, jednocześnie nie widząc tego, że MY WSZYSCY, nasze działania właśnie do tego doprowadziły. Każdy widzi tylko winę innych. A winni jesteśmy wszyscy. I jesteśmy winni naturze wdzięczność za to, że jeszcze nas nie zmiotła ze swojego świata. 

Zero waste, less waste, ograniczenie plastiku

Żeby nie zakończyć takim przykrym wnioskiem, podsuwam ci jeszcze do przeczytania inne teksty na ten temat: