Tak się leczy w Polsce...

endometrioza

Protest medyków trwa. Wcale im się nie dziwię, chociażby po tym jak ratownicy medyczni dostali obniżkę wynagrodzeń (pod przykrywką podwyżki oczywiście). Wiem, że w tym kraju, w którym już jest źle, będzie jeszcze gorzej, skoro "państwo daje" na telewizję, ale na onkologię nie ma pieniędzy. Mam dopiero 23 lata, a już wiem, że nie jest dobrze w naszej ochronie zdrowia. I owszem, lepiej niż w USA, gdzie po pobycie w szpitalu można zbankrutować, ale mimo wszystko jest źle. 

Opieka pedriatryczna jest najlepsza


Już jako dziecko miałam wspaniałego pediatrę, zresztą mój brat także, bo to był jego "kolega". Lekarz już starszy, ale z taką pasją, jakiej ze świecą szukać. Pamiętam, jak kiedyś byłam w szpitalu nikt nie wiedział, co mi jest, a ten doktor w zwykłej przychodni poruszył niebo i ziemię, i się dowiedział. Kilka dni później już byłam zdrowa.

Teraz sama chodzę z dzieckiem do lekarzy. Niestety, mamy już za sobą wizytę w poradni dzieci chorych... i to była najgorsza wizyta, na jakiej byłam z dzieckiem. Zacznijmy od tego, że zarejestrowano mnie na teleporadę, która trwała jakieś 30 sekund. Gdy chciałam zadać pytanie, lekarka się rozłączyła. Zadzwoniła później drugi raz i kazała nam przyjść do przychodni. Zero podejścia do dzieci (jak zaglądała małemu do buzi, to się rozkrzyczał). Gdy spytałam o jego skórę, stwierdziła, że jest śliczny. Ogólnie nie odpowiedziała na żadne moje pytanie. 

Później zarejestrowałam go na szczepienie do innej lekarki i już u niej zostaniemy. Odpowiedziała na każde pytanie. Okazało się, że dobrze podejrzewałam, że Mały Człowiek ma problem ze skórą na twarzy - łojotokowe zapalenie skóry. Gdyby tamta lekarka je rozpoznała, o wiele szybciej byłoby wyleczone, a tak męczyliśmy się z nim długo (i nadal jeszcze ma troszkę zmian na buzi). Wspomnę tylko, że u tej doktorki ani razu nie zapłakał (dopiero na szczepieniu, ale to zrozumiałe), a nawet coś z tam z nią pogadał po swojemu. 


USG bioderek na NFZ


Większość rodziców doskonale wie, że USG bioderek na NFZ to kpina. Dla tych, którzy dzieci nie posiadają wspomnę, że jest to badanie obowiązkowe do 8 tygodnia życia dziecka. 

V. zadzwonił, by zarejestrować Małego Człowieka, gdy otrzymaliśmy skierowanie - maluch miał tydzień. Usłyszał, że trzeba dzwonić 1 września (!), bo nie mają miejsc. Do tego dnia miał już mieć zrobione badanie. V. zadzwonił więc gdzie indziej, ale tam to jednak wcale nie robią... 

1 września o godzinie 8:02, czyli 2 minuty po otwarciu przychodni, zadzwoniłam. Okazało się, że... nie ma już miejsc, bo lekarz sam sobie poumawiał, a tak w ogóle to jest tylko 2 dni w miesiącu, więc mogę próbować w październiku. Szlag mnie trafił, bo przecież sami kazali dzwonić dokładnie w ten dzień. 

Jeszcze tego samego dnia umówiłam go prywatnie. Bez większego problemu. A nadal jest to badanie obowiązkowe(!), za które nie powinniśmy płacić. 

A rząd chce, by rodziło się jeszcze więcej dzieci... 

Na Instagramie przeprowadziłam ankietę, w której okazało się, że tylko dwie z was miały okazję być z dziećmi na tym badaniu na NFZ: jednej się udało bez problemu, a druga z racji tego, że urodziła wcześniaki, miała zapewnione badanie dla dzieci jeszcze w szpitalu. Cała reszta, a było tych odpowiedzi sporo - robiła prywatnie. 


Lekarz pierwszego kontaktu


Wspomniałam, że opieka pediatryczna jest najlepsza... V. kiedyś chciał się zarejestrować do lekarza, bo był chory. Chorobowe można wystawić do 3 dni wstecz, więc stwierdził, że jak się dostanie na drugi dzień, to nic takiego się nie stanie. 

Wiesz, na kiedy zaproponowali mu termin? 

Na za dwa tygodnie, bo nie mają w ogóle miejsc. Nawet na teleporadę (co w przypadku chorych jest kpiną. Teleporada ma sens, gdy np. potrzebujesz tylko skierowanie czy receptę na stałe leki). 

W ciąży powinni mnie przyjąć od razu, a także nie mogłam się dostać do lekarza. Na szczęście działała nocna opieka medyczna w szpitalu (przez telefon!), więc przynajmniej uzyskałam poradę... by zgłosić się do swojego ginekologa. Tyle by z tego było. Jednakże z tego co wiem, nocna opieka nie wystawia zwolnień do pracy.

Są oczywiście także dobrzy lekarze, bo sami do takich chodzimy. Jednakże terminy wizyt, na które można się zapisać to jakiś kosmos. Mój doktor wystawiał mi skierowania na wszystko po tym, jak się dowiedział, że mam endometriozę. Stwierdził, że musimy sprawdzić wszystko, czy na pewno na nic więcej nie choruję. 


Prywatna opieka medyczna


Jeśli chcesz dostać się do lekarza w odpowiednim terminie lub blisko, nastaw się na prywatne wizyty. Sama do ginekologa chodzę tylko prywatnie, ale to już zupełnie inna historia. 

Po porodzie dostałam zalecenie, by udać się do endokrynologa. Podczas teleporady lekarka powiedziała mi, że owszem może wystawić skierowanie, ale żebym nie liczyła na normalny termin. Dodatkowo wystawiła mi skierowanie na badania i podjęła się kontynuacji mojego leczenia do czasu, aż doczekam terminu u specjalisty. To chyba mówi wszystko... 

Nie każdego jednak stać na prywatne wizyty u lekarzy, szczególnie gdy uzbiera się takich więcej. 


Ginekolog w małym mieście


W moim rodzinnym mieście ginekolog jest tylko raz w tygodniu prze 4 godziny. Jakim cudem miałby przyjąć wszystkie kobiety, które mieszkają w okolicy? Z bólem serca wspominam, że to najgorszy lekarz u jakiego do tej pory byłam. O mało przez niego nie straciłam życia... 

Często słyszymy: dlaczego pani nie była wcześniej u lekarza? 

Ano dlatego, że wcześniej dostać się nie da. Gdy już doczekamy swojego terminu, okazuje się często, że jest już za późno. Albo właśnie słyszymy wyrzuty od lekarza, że nie dotarłyśmy do niego wcześniej. Jakby dało się szybciej, żadna z nas nie czekałaby tak długo... 


Regularne badania są ważne


Pamiętaj o regularnych badaniach, bo mogą cię one uchronić przed wizytami u specjalistów. Dzięki badaniom możesz szybciej dowiedzieć się, że coś jest nie tak. I, choć lekarze powinni raz do roku wystawiać skierowania na podstawowe badania, nie będę cię oszukiwać, że to tak działa. Lepiej je robić prywatnie - mniej nerwów. Wiem jednak, że niewielu z nas stać na takie badania. Przykładowo, V. za pakiet badań zapłacił ok. 200 zł. Sprawdził wszystko i na szczęście jest dobrze. Był to prezent na urodziny. A sama sobie na urodziny zafundowałam USG piersi - na NFZ nie przysługuje, przecież jestem za młoda. Na cytologię - według ginekologa na NFZ - także jestem za młoda. Przecież młodzi nie chorują...


Chciałabym zakończyć ten tekst pozytywnym akcentem, ale w sumie nie wiem jakim. Marzę o tym, by ochrona zdrowia była bardziej doceniana - nie oklaskami podczas pandemii a realnymi podwyżkami. 


Trzymaj się ciepło i do zobaczenia!