poniedziałek, 11 czerwca 2018

Z punktu widzenia pana Kota: ludzie, ich narzekanie oraz Kot

Poduszka w krowę. Koc w krowę. Kot w krowę ^^


Witam wszystkich. Dziś do głosu dopuszczę pana Kota z historią życia. Chciałabym jednak, za jego zgodą oczywiście, zapytać was... czy dobrym pomysłem byłoby napisanie właśnie takiej książki, z punktu widzenia Kota? Lekka, przyjemna na słoneczne dni. Dla dzieci, dla młodzieży i dorosłych. Taka, która poprawi humor, sprawi, że każdy się zaśmieje. Jak myślicie? 
Oddaję głos panu Kotu:

Życie nie jest wcale takie trudne, jak się ludziom wydaje. Wiem, oni są stworzeni do narzekania, wymyślania, marudzenia i uprzykrzania sobie każdej sekundy, w której żyją. Ja jednak jestem Kotem i te ich zmartwienia mnie mało obchodzą. Kiedy widzę, że coś jest naprawdę źle – pomogę. Ale kiedy narzekają bez powodu -  nawet się tym nie przejmuje. Po co zawracać sobie głowę błahostkami.

Rozumiem, że oni muszą robić te wszystkie ludzkie rzeczy, nad którymi my, Koty nawet się nie zastanawiamy. Ale nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Wiadomo – ważne rzeczy są ważne, ale jedzenie samo się nie przyniesie. Nie da się także samemu pomiziać rolką do ubrań. A ja to lubię. I wymagam tego od moich człowieków. Tylko że wiecie co? Oni widzą tylko siebie i swoje potrzeby. Do mnie przychodzą także tylko wtedy, gdy oni tego chcą. Ja się nie liczę. Liczą się tylko oni.
         
Jednak nie odpuszczam. Nie można tak o porzucić swojego celu. A jaki jest mój cel? Wytresuję sobie ludzi tak, by interesowali się mną, gdy ja tego chcę, a nie tylko wedle własnych potrzeb. Pamiętajmy, że są rzeczy ważne i ważniejsze. Zdecydowanie, ludzkie rzeczy są ważne. Ale ja jestem ważniejszy. Jeszcze chwila i zaczną kłaniać się przed swoim panem i władcą…
       
… o nie… Idą tu. Muszę już iść. Miał…
         
No i nie zdążyłem. Akurat teraz nie mam czasu. Mam całe życie zaplanowane co do sekundy, a oni znów psują mój grafik.
        
- Pańcia, weź mnie puść – chciałem powiedzieć, ale jak zwykle ona usłyszała tylko miał, miał. Czego ona się uczy w tej szkole, skoro dalej nie zna kociego? Mogli by ich uczyć czegoś pożytecznego.
         
- Ojej. Jaki nerwowy kotek. Jaki nerwowy koteczek. Ojejku jejku… - znów zaczęła. Rozumiem, że można mieć wodę zamiast mózgu, ale to już przechodzi wszelkie kocie granice. Wzięła mnie na ręce, kiedy nie chciałem. Nie dość, że traktuje mnie jak małego Kotka, którym już nie jestem, to jeszcze myśli, że jestem głupi. Ale nie ze mną te numery.
         
Chciała mnie pogłaskać po brzuszku. W sumie to lubię, ale nie mogłem jej tego pokazać. Wtedy jeszcze mogłaby stwierdzić, że jestem milutki. A wcale nie jestem…

Kiedyś zdarzyło się, że Pańcia przykleiła sobie dziwne coś na ścianę. Gdy jej nie było, wszedłem do pokoju i wskoczyłem na szafkę. Spociłem się w locie, więc oczywiście najpierw musiałem się umyć. I kątem oka widzę, a obok mnie też siedzi Kot i się myje. Patrzę na niego. On na mnie. Macham łapą. On też macha. Kicham. On też kicha.
         
To ci zaraz pokażę! Myśli, że będzie mnie małpował? Nie dałem mu za wygraną. Zacząłem go drapać. A on mnie. Ja jego. On mnie. I wiecie co…
         
Stwierdziłem, że w sumie to on mi krzywdy nie robi. Usiadłem więc i zacząłem go obserwować.
         
On także siedział. Obserwował mnie. Pysk miał poważny. Był czarno-biały. Wszystkie łapy miał białe, a na jednej z nich znajdowała się plamka. Przy bliższym przyjrzeniu okazało się, że nie jest czarny, tylko grafitowy (znam trochę kolorów). Na ogonie miał białe paski. Ale tylko na końcu. Zupełnie tak, jak…
         
…ja.
         
Czy on był mną? Do teraz tego nie wiem, ale zawsze gdy wchodzę na szafkę (teraz jest mi trudniej. Urosłem w szerz troszeczkę) to on tam siedzi i patrzy na mnie. Chyba mnie polubił. Dobrze mieć takiego cichego, prawdziwego przyjaciela, na którym można polegać. Nie trzeba nic mówić. Nie bierze na ręce, by pomiziać. Po prostu jest.

- Kot? KOT?! – Pańcia krzyczała na mnie, a ja nie widziałem o co chodzi. Owszem, może i na chwilę się wyłączyłem, przeniosłem do innego świata (tego w którym byłem sam, bez tych nienormalnych człowieków. Tak, zdecydowanie lubię być sam), ale tylko na chwilę. A ona od razu zachowuje się, jakbym nie wiem, co zrobił.
         
- Przecież żyję, kobieto! – chciałem jej powiedzieć, ale znów wyszło tylko miał, miał, miał. Muszę jakoś to ogarnąć. Przecież mówienie nie może być aż takie trudne. A chyba prędzej ja się nauczę mówić, niż te człowieki zaczną rozummieć mój język. Życie wymaga wielu poświęceń. To jest jednym z koniecznych.
         
Dobra. Mam dość. Muszę już iść. Plany mnie wzywają. Kocie życie naprawdę nie jest łatwe.
         
- Puść mnie już. Proszę. No weź – i znów tylko miał, miał, miał.
         
- Oj Kot. Uspokój się – powiedziała do mnie. Ale jak można być spokojnym w takiej chwili? Ktoś trzyma cię wbrew twojej woli. Torturuje bez powodu. Zupełnie jak na wojnie! U nich, w tym ich ludzkim świecie, to jest karalne. A ja, taki mały Kot, co mogę zrobić?
        
Ostatnio, gdy odwiedzam pana Kota w jego Królestwie - daje się poprzytulać. Czyżby to była miłość? 

         
Myśl Kot, myśl.
         
Otworzyłem mocno pysk i chciałem ją ugryźć, ale ta moja Pańcia za szybko to przewidziała i odwróciła mnie w drugą stronę. Chyba nie boi się moich tygrysich kłów. A ja się czasem ich boję. Gryzą mnie w ogon. A może to ogon wchodzi mi do pyska? Kto wie?

Muszę wymyślić coś nowego.
         
Trzyma mnie teraz jak dziecko. A przecież ja już jestem dorosły. Złapałem jej rękę przednimi łapami i zacząłem kopać tylnymi. To miało ją powalić na ziemię, pokiereszować i w ogóle zrobić taką krzywdę, na jaką sobie zasłużyła.
         
A co z tego wyszło? To samo co zawsze. Ja kopię, ona się śmieje. Im mocniej kopię, tym bardziej się ze mnie nabija. Jakby nie mogła choć raz po prostu udawać, że ją to boli, że udało mi się ją pokonać. Mogłaby mnie choć raz puścić i dać mi spokój. ALE NIE!
         
- Jestem człowiekiem i wszystko mi wolno. Bla, bla, bla. Nie liczę się ze zdaniem Kota. Bla, bla, bla – przedrzeźniałem ją. A jako iż wyszło z tego jedynie miał, to Pańcia śmiała się jeszcze bardziej. I zaczęła miałczeć na mnie. Teraz to ona mnie przedrzeźniała. A ja miałczałem na nią jeszcze bardziej. Ona na mnie. Ja na nią. Jedno przez drugie. Coraz głośniej. Aż nie wytrzymałem. Spiąłem się w sobie i warknąłem na nią. Wygiąłem się, naprężyłem i jednym mocnym skokiem udało mi się wzlecieć wysokoooo… Przez chwilę czułem się wolny.
         
A ona wciąż mnie trzymała.
         
Gdzie podziała się cała moja godność?
         
Sam nie wiem, kogo miałbym o to spytać, ale dlaczego ludzie aż tak bardzo lubią przytulać się, głaskać, ocierać i w ogóle? Chyba nigdy tego nie zrozumiem...


10 komentarzy:

Dziękuję za każdy komentarz :) jeśli ci się tu podoba - zostań na dłużej!