19 stycznia

Nie wstydzę się swojego ciała - o kompleksach słów kilka


Mam wrażenie, że kobiety szukają na siłę mankamentów swojej urody. Nie podoba nam się nos, twarz, włosy, kolana, ucho... no cokolwiek, ale coś się musi nie podobać. Jeśli ktoś prawi komplementy, oczywiście odpowiadamy, że nie, że przecież jesteśmy brzydkie. Znasz to? Ja kiedyś też to znałam. A potem zaakceptowałam siebie, z wszystkimi wadami i zaletami.

Do tych przemyśleń skłoniła mnie wizyta u dermatorloga. Pani dermatolog - mogłabym rzecz - okazała się typową kobietą. Leczyłam u niej trądzik, ale tak się złożyło, że weszłam do gabinetu ze świeżą, jeszcze niewygojoną blizną na nodze. Jest dość długa, bo zajmuje jakieś 10 cm. Widać ją było z daleka. Jak do tego doszło? Na Ekspedycji Ekspress rozcięłam sobie nogę, gdy biegłam przez las. Swoją drogą była to świetna przygoda, po której na pamiątkę została mi właśnie taka blizna.



Do czego zmierzam? 

Otóż, gdy pani dermatolog zobaczyła ową bliznę, przepisała mi od razu leki, kremy, maści, wszystko, żebym tylko mogła się jej pozbyć. Nie zapytała, czy tego chcę. O nic nie pytała, od razu kazała stosować. Często i regularnie, by szybko się jej pozbyć. Taka szpetna krecha na nodze... to nie jest kobiece. Tylko, że gdy ktoś mi mówi, że powinnam, to zaraz mnie szlag trafia.




I wiecie co? Pewnie się domyślacie. Nie pozbyłam się jej. Nie. Wcale. Nie chciałam. To moja pamiątka, takie wspomnienie po naprawdę świetnej przygodzie. Zawsze, gdy ją widzę, przypominam sobie dobrą zabawę, odwagę i zmianę, która we mnie zaszła dzięki niej. Nie uważam, żeby mnie szpeciła. Chodziłam z nią w krótkich spodenkach, sukienkach itd. Nie wstydziłam się. Bo czego?

Dlaczego więc miałabym się jej pozbywać? 

Bo jest brzydka? Nie, dla mnie nie jest. Dla mnie jest to po prostu element mojego ciała, który znaczy coś więcej, niż tylko kreska na nodze. 

Tyle szumu wokół jednej blizny, pomyślicie sobie. Ale mi chodzi o coś głębszego.




Pomyślcie, ile razy ukrywałyście coś przed światem, bo nie jest idealne. Spodnie latem, by nie było widać cellulitu. Długi rękaw, by zakrył krzywe łokcie. Pełny makijaż na basen, by zamaskował niedoskonałości... to tylko niektóre elementy. Mogłabym tak wymieniać cały dzień. I wy pewnie też. 

Ale nie o to tu chodzi!

Nikt z nas nie jest doskonały. Jedna ma mały nos, druga duży, jedna na krzywe kolana, inna proste. Jedna ma taką urodę, inna zupełnie odmienną. To naprawdę nie ma znaczenia. Możecie, a nawet powinnyście się sobie podobać. Przecież to ze sobą spędzacie całe życie. Warto byłoby pokochać to ciało, które niesie nas przez życie. Bez niego by was nie było. 

Ja też nie jestem idealna. Wiem to. Włosy robią, co im się podoba i nigdy nie wyglądają tak, jakbym tego chciała. Ale je lubię. Nos i kolana krzywe, ale je lubię. Paznokcie sprawiają mi wiele problemu w stylizacji, ale je lubię. Blizny, te lubię najbardziej. Każda mi o czymś przypomina. I tak, gdy ktoś mnie z nimi zobaczy, może poczuć się zniesmaczony. Co z tego? Ja jestem zadowolona z mojego ciała. Ty nie musisz.

Podsumowując, chcę ci powiedzieć, że warto zaakceptować swoje ciało. Nie ważne, ile ma mankamentów. Być może tylko ci się wydaje, że coś jest z nim nie tak. Nie staraj się szukać na siłę problemów i pokochaj swoje ciało - innego mieć nie będziesz.



32 komentarze:

  1. Świetny post, a według mnie wyglądasz pięknie taka właśnie naturalna :) Szlag mnie trafia, kiedy młode, piękne dziewczyny na siłę próbują coś poprawiać, bo wydaje im się że coś jest nie tak, a w rzeczywistości siebie krzywdzą. Lekarka pewnie nie miała złych intencji, wzięła pod uwagę skłonności do kompleksów innych dziewczyn, ale rozumiem. Też nie lubię czegoś robić na rozkaz innych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Niedawno w pracy usłyszałam, że powinnam sobie zrobić kreski i rzęski i brwi na stałe, bo ładnie tak wyglądam.Tylko... po co to robić? :)

      Usuń
  2. No niestety tak to już jest z nami kobietami. Ale ja tak nie do końca wierzę w to, że istnieje kobieta która w pełni akceptuje swój wygląd. Zawsze znajdzie się coś co mogłoby być z naszego punktu widzenia lepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że coś mogłoby być lepsze, ale akceptuję i to, bo i tak tego nie zmienię ;)

      Usuń
  3. I u mnie słowo "powinnaś" powoduje opór. Jestem za, akceptujmy swoje ciała, bo po co rozdzierać szaty nad czymś, czego nie zmienimy? A jeśli możemy coś zmienić i chcemy to zrobić (np. schudnąć, bo nadwaga nie tylko na wygląd wpływa, ale i na zdrowie), to zróbmy to i nie dramatyzujmy zbytnio - trzeba i już.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Jak czegoś nie da się zmienić, to lepiej to zaakceptować :)

      Usuń
  4. Trudno jest niestety wyzbyć się kompleksów :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę że pani doktor nie miała złych intencji: większość ludzi chyba jednak woli nie mieć śladów po zranieniach, więc chciała wspomóc swoją wiedzą jak umiała. Mogła za to wykazać się większą umiejętnością słuchania.
    Co do kompleksów to mam niestety wrażenie, że wiele kobiet z lubością pielęgnuje nie tylko te własne- słysząc i czytajac jak krytykują wyglad innych kobiet, nietrudno zacząć patrzeć na siebie bardziej krytycznie. Przykładowo, czytając komentarze pod zdjęciem jakiejś celebrytki, gdzie ludzie piszą, że jest gruba, a jest szczuplejsza niż ja, zastanawiam się, jak w takim razie powinnam myśleć o sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nam wszystkim brakuje umiejętności uważnego słuchania, a gdybyśmy potrafili - rozwiązałoby to sporo problemów, albo chociaż nie tworzyło nowych :)
      Nie zastanawiaj się, co powinnaś myślec o sobie, tylko myśl to - co najlepsze ;)

      Usuń
  6. Ja nigdy nie miałam problemów w zaakceptowaniem samej siebie, bo lubię siebie z wadami jak i zaletami, dlatego też nie mogę zrozumieć czasem moich koleżanek, które na siłę wmawiają sobie problem, że to czy to im się w sobie nie podoba. Przecież nikt na świecie nie jest idealny, a warto być zawsze sobą :D Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. to tak jakby wstydszić się rozstępów po urodzeniu dzieci, to też nasza historia, naturalność i kobiecość :)

    OdpowiedzUsuń
  8. JA też mam blizny np. po cc ;p lubię ją :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam podobnie jak Ty, tylko z pieprzykami na twarzy :) Mam ich kilka i to w dosyć fajnych miejscach. Zawsze uważałam je za pieprzyki, które zdobią, a nie szpecą moją twarz. Mam je akurat tam, gdzie niektórzy robią sobie kolczyki :D Jeden mam pod brwią, jeden koło ust a trzeci na policzku :D Niestety, mam tendecję do tego, że pewnie będzie ich się robić więcej, ale... do rzeczy. Aż dopóki ktoś kiedyś nie powiedział przy mnie, że usuwał pieprzyki z twarzy to nigdy nie pomyślałam o przykrywaniu swoich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, mam wrażenie, że to inni chcą nas wprowadzić w kompleksy - właśnie takimi tekstami: ja usuwałem swoje (sugerując, że ty coś może byś mogła zrobić ze swoimi)...

      Usuń
  10. Dobrze napisane, dobrze powiedziane! Każda z nas jest piękna, każda z nas ma swoje wady, ale przede wszystkim zalety i mocne strony! :) Jesteśmy wyjątkowe i powinnyśmy siebie akceptować :) Ja, mimo tego że zawsze chcę zrzucić tych kilka kilogramów, uważam się za atrakcyjną kobietę, no lubię siebie :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Najważniejsze to pokochać siebie i akceptować swoje wady i zalety :-) pozdrawiam kochana :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochana bardzo dobry post! Jestem pod wielkim wrażeniem :) ale tak między nami to ja nie widzę tam blizny, a kawałek Ciebie i Twoją, własną historię :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Brawo za odwagę i bardzo mądry tekst <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Też tak mam i nie lubię gdy ktoś chce mnie ulepszać ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie Twoje słowa motywują mnie do dalszego działania. Jeśli blog Ci się spodobał, koniecznie zaobserwuj i bądź na bieżąco!